Pozytywne szkolenie psów.

Co kryje się pod pojęciem „szkolenie pozytywne”? Czy jest to, jak uważają niektórzy, szkolenie bezstresowe? Czy za pomocą tak zwanej metody pozytywnego wzmocnienia można pracować z każdym psem? Czy może są jednak jednostki, które potrzebują czuć, „kto tu rządzi”?

Zakładając, że szkolenie psa trwa przez większość jego życia, można pokusić się o porównanie szkolenia psa do procesu wychowania dziecka. Szkoląc psa, czy wychowując dziecko uczymy je reguł, jakie panują na świecie, pokazujemy jakie zachowania są pożądane a jakich występowanie nie będzie wzmacniane. W procesie wychowania, czy to dziecka czy psa, najważniejsza jest konsekwencja. Jest to klucz do sukcesu wychowawczego, dzięki któremu nauka zachowań będzie szybka, jednoznaczna i sprawiedliwa.

Szkolenie pozytywne opiera się przede wszystkim na wiedzy – o teorii uczenia się, o konieczności zaspokojenia podstawowych potrzeb psa, o znaczeniu motywacji w procesie nauki zachowań. Szkolenie pozytywne wymaga więc z pewnością indywidualnego podejścia do psa – inaczej pracować będziemy z psem myśliwskim, inaczej ze stróżującym, jeszcze inaczej z pasterskim. Szkoląc psa pozytywnie opieramy się na jego motywacji, czyli chęci do wykonania danej czynności. Jeśli więc chcemy nauczyć psa siadania na komendę, doprowadzamy do tego żeby sam, nieprzymuszony (a ewentualnie zachęcony) zdecydował się na klapnięcie na zadzie. Parafrazując słowa Konfucjusza, pozwalamy mu zrobić, aby zrozumiał, czego od niego oczekujemy. W trakcie szkolenia można zauważyć, jaką radość sprawia psom wykonanie komend, które znają i rozumieją – poprzez skojarzenie wykonania komendy z nagrodą ( podkreślam – nagrodą za wykonaną pracę a nie łapówkę, aby daną pracę wykonać) sprawiamy, iż nawet samo wykonanie polecenia może być wzmocnieniem, jeśli dana czynność sprawia psu frajdę.

Bazując na wiedzy i metodach pozytywnego wzmocnienia można pracować z każdym psem. Sekret tkwi w tym, aby zabezpieczyć jego podstawowe potrzeby i znaleźć motywację, która będzie na tyle silna, aby przeważyła występujące rozproszenia. Narzędzia używane przez pozytywnych szkoleniowców nie ograniczają się do kiełbaski i klikera – zdarzają się psy, które nie jedzą smakołyków podczas szkolenia albo nie są one dla nich motywacją na tyle silną, aby przeciwważyć rozproszenie na przykład w postaci innych psów. Co do klikera, to jest to tylko marker zachowań, czyli narzędzie – takie jak smycz czy obroża. Kliker można zastąpić innym markerem – na przykład słowem, ponieważ zdarza się, że pies boi się dźwięku klikera lub opiekunowie psa nie chcą z tego narzędzia korzystać. Nie używając klikera również można wyszkolić psa, jednak nauczanie bardziej precyzyjnych zachowań przy jego pomocy jest efektywniejsze i szybkie.

Czy szkolenie pozytywne jest szkoleniem bezstresowym? Oczywiście nie.

W szkoleniu pozytywnym nie używa się, co prawda, kar w znaczeniu dodania nieprzyjemnego bodźca, ale zabiera się psom coś, co było dla nich w danym momencie znaczące. Dla przykładu – szczenię, które „nakręci się” i zbyt intensywnie bawi się z innymi szczeniętami w psim przedszkolu nie jest za to karane, odbiera się mu natomiast na chwilę przyjemność, czyli zabawę stosując tak zwany time-out. Time – out to chwilowe przerwanie danej sytuacji i na przykład wyprowadzenie psa z pomieszczenia czy wzięcie go na moment na smycz. Poprzez przerywanie zabawy w chwili, kiedy widzimy, że nasz pies przesadza i nakręca się za bardzo, uczymy go zarówno poprawnej zabawy jak i kontrolowania emocji.

Szkolenie pozytywne oparte jest główne na motywacji, wymaga więc wiedzy, zaangażowania, i umiejętności radzenia sobie z sytuacjami problemowymi. Jeśli pies nie potrafi skupić się na właścicielu, który nagradza go za to smakołykami, i wciąż wyrywa tylko do innych psów uczestniczących w szkoleniu, czy nie podejmuje jakiejkolwiek aktywności z człowiekiem – potrzebuje lepszej motywacji niż smakołyk i zadaniem dobrego trenera jest znaleźć tą motywację. Tam, gdzie kończy się wiedza, zaczyna się przemoc – stosowanie różnego rodzaju korekt takich jak szarpanie psa kolczatką kiedy ciągnie na smyczy, przyciskanie jego zadu do podłogi żeby usiadł, czy założenie obroży elektrycznej żeby można było sterować nim na odległość jest oznaką ludzkiej słabości i braku umiejętności dobrania odpowiedniej metody do danego psa. Efekty szkolenia przy pomocy korekt przychodzą złudnie szybko – pies faktycznie mniej ciągnie na smyczy i nie goni za zwierzyną, ale czy jest szczęśliwy? Czy na pewno nie oczekuje z lękiem, kiedy znowu ostre kolce wbiją mu się w szyję i na chwile zabraknie mu tchu? Czy szkoląc psa chcemy nauczyć go, aby unikał czegoś nieprzyjemnego czy może lepiej pokazać mu, że od nas może spodziewać się tylko przyjemnych rzeczy?

Można powiedzieć, że psy w ludzkim świecie czują się jak obcokrajowcy po raz pierwszy odwiedzający zagranicę – nie rozumieją tego, co mówią mieszkańcy, nikt też nie rozumie ich. Pomóżmy naszym psom, niezależnie od wieku czy rasy, poczuć się bezpiecznie i pewnie w ludzkim świecie. Nauczmy się rozumieć to, co do nas „mówią”, uszanujmy sygnały, które do nas wysyłają, pamiętajmy o ich potrzebach. Oswoiliśmy te istoty i jesteśmy za nie odpowiedzialni.

Anna Nocny